wtorek, 12 lutego 2013

Kochanie, podaj mi siekierę...bierzemy rozwód.

Podzielimy mieszkanie, meble, telewizor, psa i dzieci.
Podzielimy? Przecież to wszystko moje!
Moje! To po mojej mamusi!
A to po moim tatusiu!
Dobrze. W takim razie zabiorę sobie dziecko.
Ty dostajesz samochód, to ja też muszę coś mieć.

Znacie to? Pewnie, że znacie. Ja też.
Jestem niepełnosprawna. Wychowałam się w niepełnosprawnej rodzinie. Powiecie: a cóż to za niepełnosprawność! Niepełna rodzina – normalka.
Ale jak tu być pełnosprawnym życiowo jak ma się zwichniętą psychikę i uczucia, zaniżoną samoocenę. Nie ma ojca, zostawił ją! Pewnie była niegrzeczna, niezbyt ładna, niesympatyczna. Tak pewnie było. W przeciwnym razie ojciec by ją kochał. A tak, wyjechał na drugi koniec świata i córki mu nie brakowało. Taka córka to nie córka, to takie nic.
Tatuś jest niedobry. Chcesz jechać na wycieczkę z tatusiem? Naprawdę? Skoro nie kochasz mamusi, to jedź. Mamusia jest niedobra. Męczy się, poświęca się, nie jeździ na wczasy, bo wie, że dziecko to obowiązek. A taki tatuś przyjedzie i zaraz lecisz jak ćma do świecy. Nie masz ambicji, godności.
Pani z sądu pyta: z kim chciałabyś mieszkać, z tatą czy mamą?
Nie wiem. Chcę mieszkać w swoim domu, wśród znajomych przedmiotów, znajomym rytmem dnia. Nie chce się nigdzie przeprowadzać. Matka patrzy i oczekuje odpowiedzi, odpowiedzi właściwej, lojalnej, jedynej. Odpowiadam.
Wybrałam.
Wtedy rodzinny dom przestał istnieć. Już nigdy nie będę mogła przyjechać do domu, do rodziców. Po radę, po pomoc, po uczucie.
Pani Barbara Niechcic zauważyła, że dzieci kochają nas tylko w Serbinowie, poza Serbinowem możemy dla nich nie istnieć.
Mój Serbinów zburzono i rodzice przestali dla mnie istnieć.

Piszę to przed Walentynkami, tak profilaktycznie. Przyjmując kwiaty, prezent, pierścionek pamiętajcie, że potem jest ciąg dalszy. Siekiera i rozwód.

Miłych Walentynek :)

13 komentarzy:

  1. No to już jest nas dwie.Tyle tylko, że ja nie musiałam wybierać,za mnie wybrano, bo mnie wzięła babcia, mama ojca. I to dziadkowie mnie wychowali.Ale i tak miałam traumę- inne miały rodziców a ja "niby miałam". W dniu ślubu byłam pewna,że "wyjdę za mąż, zaraz wracam" a tak się zabawnie złożyło,że wciąż jesteśmy razem -biorąc pod uwagę ten staż to już kazirodztwo a nie małżeństwo:)))
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dwa razy wyszłam za mąż i zaraz wróciłam :) Może przeżycia z dzieciństwa miały na to wpływ. Może gdyby wychowywali mnie właśnie dziadkowie, którzy przeżyli ze sobą w zgodzie ponad 50 lat, było by inaczej? Trudno powiedzieć. W każdym razie dla mnie mężczyzna w domu to jest dziw nad dziwy :) Nie przywykłam.

      Usuń
    2. Wiesz, małżeństwo to naprawdę ciężka sprawa a już z całą pewnością wtedy gdy żadna ze stron nawet na jotę nie obniży swoich wymagań wobec drugiej strony.Trzeba umieć z wielu drobiazgów rezygnować i stworzyć sytuację trzech przestrzeni - jego, jej (które są nieprzekraczalne) i tę wspólną.A generalnie chłop w chałupie to jak wrzód na tyłku:))))
      Miłego, ;)

      Usuń
  2. No masz babo placek!! Okazuje sie, ze moje dwa rozwody sa niewazne:(( Obydwa zostaly orzeczone bez udzialu siekiery:)))
    Zachowam to w tajemnicy przed Wspanialym, bo on taki porzadny obywatel jeszcze by zglosil gdzie trzeba, ze popelnilam bigamie;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty? Bez siekiery? To jak podzieliliście telewizor? :))

      Usuń
  3. Fajnie jest bujać w obłokach... potem boli jednak twarde lądowanie...

    Uśmiechniętych:D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale co sobie człowiek pobuja, to jego :))

      Usuń
  4. Smutne to życie, a w szczególności gdy zbliżają się Walęwtynki, a drugiej połówki brak... To po połówkę do nocnego;)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetnie napisane na samym końcu dało mi to do myślenia zanim przyjmę pierścionek...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale nie nastawiaj się na niepowodzenie, jak będzie chciało i tak Cię znajdzie. wiesz, serce i rozum.

      Usuń
  6. No chyba nie zawsze się tak kończy, znaczy siekierą i rozwodem, bywają szczęśliwe długoletnie małżeństwa.Sama słyszałam o takich :)

    A tak poważnie, to nie można zakładać na wstępie, że się nie uda, tylko robić wszystko , aby się udało.
    Młodzi ludzie teraz są tacy, że jak tylko jest coś nie tak, to od razu rozwód , zamiast popracować nad związkiem .
    Oczywiście jest to ciężka praca i nie zawsze daje pozytywne efekty, ale trzeba chociaż próbować.
    Ludziom nie chce im się tego robić i stąd taka plaga rozwodów.
    Rozwód powinien być ostatecznością, zwłaszcza jak są dzieci ,bo to cierpią najbardziej.

    Mnie się nie udało niestety i jestem rozwódką . Mój narzeczony miał dwie żony wcześniej i już nie zamierza się więcej żenić, choć mu mówię , że do trzech razy sztuka :)

    Dobrze, że w Austrii usankcjonowane są związki partnerskie (chociaż to też katolicki kraj) i jak już na stałe zamieszkamy razem, to będę mieć takie same prawa jak żona.

    Szkoda mi tylko kolejnego nazwiska na M, bo byłoby to moje piąte M. Jestem mgr Maria , mam nazwisko panieńskie na M, nazwisko po mężu na M i teraz narzeczonego z nazwiskiem na M.



    OdpowiedzUsuń
  7. mnie też trochę przeraża w co przeinacza się model małżeństwa z prawdziwego zdarzenia. większość osób właśnie myśli "aaa, przecież zawsze można wziąć rozwód", niestety... jako prawniczka, wszystkim rozwodnikom mogę polecić porady prawne online, bo jest to bardzo wygodna i szybka metoda uzyskania pomocy podczas spawy rozwodowej!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciesz się, że mogłaś wybierać, ja nie miałam takiej możliwości. Moja matka zrobiła to za mnie. A ich rozwód był jak wojna... wojna o wszystko. Mamie pomogła kancelaria prawna. Wrocław ma wielu dobrych prawników, więc udało jej się odzyskać wszystko co do niej należało... Łącznie ze mną..

    OdpowiedzUsuń