sobota, 10 lipca 2010

Wszystko to, co już jest tylko wspomnieniem...


Poczułam nagle, niemal namacalnie upływający nieubłaganie czas.
Wydaje mi się, że ostatnio mknie z zawrotną prędkością i porywa mnie ze sobą. Boję się, że nie zdążę nacieszyć się światem, jego nieopisanym pięknem. Tyle jest we mnie miłości a boję się, że nie zdążę już nią obdarzyć wszystkich i wszystkiego co jest jej warte. Tylu miejsc cudownych na świecie jeszcze nie widziałam i chyba już nie zobaczę. I tak mi ogromnie żal.
  Jeszcze nie tak dawno całe życie było przede mną. Gdzie się podziało? Tak szybko przemierzyłam wszystkie jego kręte ścieżki? Wszystkie ukochane miejsca przestały istnieć, odeszły w przeszłość porwane przez czas. Tak bardzo chciałabym tam wrócić choć na chwilę. Spotkać ludzi, dzięki którym pokochałam świat i życie. Chciałabym im za to podziękować. Ale już nie mogę. Dlaczego nie można zatrzymać na zawsze wszystkich szczęśliwych chwil. Umykają tak szybko i bezpowrotnie.
      Nie ma już domu moich dziadków w Milowicach. Na jego miejscu rośnie trawa. Nie ma drogi, którą chodziliśmy na cmentarz na Piaskach w Czeladzi. Nie ma już mojego dziadka ani ojca. Pozostali tylko na starej fotografii zrobionej właśnie na tej drodze. Ja stoję między nimi uśmiechnięta, szczęśliwa i przekonana, że ta droga, ten piękny radosny dzień nigdy nie przeminie. W tamtych czasach, czasach dzieciństwa czas biegł inaczej, wolniej. Przemijanie nie istniało. Żyło się dniem dzisiejszym. Innych dni nie było. A to, że najbliższych może kiedyś zabraknąć było poza zasięgiem naszej dziecięcej wyobraźni.
  To, że ja kiedyś przeminę jest w tej chwili również poza zasięgiem mojej wyobraźni. Coraz częściej jednak o tym myślę. Bo jeżeli ta niewyobrażalna przyszłość nadeszła, to przyjdzie również i to. Nastanie kiedyś taki dzień, w którym przyjdzie nam się zmierzyć z najtrudniejszym zadaniem jakie nas czeka. Boję się.....

To jest właśnie to zdjęcie, o którym wspomniałam... ( jednak stoję z boku, a przecież w pamięci mam zakodowane, że stoję w środku. A może było jeszcze jedno zdjęcie? A może to pamięć płata figle...)

5 komentarzy:

  1. To ważne co piszesz (Pani pisze): umieć się zatrzymać, kochać i dziękować. Malo tego dzisiaj. Szalone tempo życia, sztuczne samotne rozrywki, a tamten świat już i mi ucieka, choć mam nadzieję, że jeszcze pociągnę:), a z układaniem się z odejściem, ze śmiercią, ciągle zwlekamy, ciągle nie umiemy, a przecież dla żadnego z nas nie ma innej drogi...
    Pozdrawiam. Przepraszam za zbyt długie wynurzenia.
    m.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, czas, wraz z upływem lat zaczyna pędzić do przodu jak szalony i nas porywa.Ja już jakoś oswoiłam się z tym, bo doszłam do wniosku,że trzeba się z tym pogodzić. Może w tym pędzie nie zauważę nawet,że już przeminęłam? To lepsze niż oczekiwanie.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas jest staly i niezmienny, tylko my go niepotrzebnie napedzamy, lub poddajemy sie jakiejs durnej gonitwie. To dziwne, bo u mnie tepo zycia jest zawrotne, ale jednoczesnie ludziom sie nie spieszy, no jakos tak to wyglada. Paradoks jakis, ale rzadko widac zeby ktos gonil, potracal ludzi, bo on leci na przystanek, czy stacje. Ja sama olewam polowe pospiechow, w sumie to spieszymy sie tylko do smierci. Autobus? Pociag? Jeden odjedzie, to bedzie nastepny.. no jakos tak;))
    A wlasnie lubie takie zatrzymane w kadrze zycia chwile i staram sie je pielegnowac, czesto juz tylko pamiec po nich zostaje, ale wazne ze byly:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam podobne foto z moim ojcem - idziemy razem za rękę wzdłuż rzeki. Park. Zdjęcie nico prześwietlone. Kiepskie tak naprawdę.

    Ale tak cenne dla mnie, że hej...

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  5. Post o przemijaniu wzbudził u mnie ciekawą refleksję...Czas płynie, raz wartko, raz leniwie, jak strumyk, który musi zamienić się wreszcie w rzekę. Wszystko się w niej miesza, wydarzenia z przeszłości stają się początkiem tych przyszłych, spajanych przez teraźniejszość. To chaos, który jest częścią ludzkiego umysłu.Nikt nie jest w stanie go opanować, dlatego trzeba mu się po prostu...poddać:) I płynąć z prądem czasu...

    btw - pozdrawiam miło, i z pewnym zaskoczeniem inną blogową madame

    OdpowiedzUsuń