
Kiedy choruje ciało, dusza zaczyna krążyć wokół spraw wiary, świętości i cudów. Pewnie chce być gotowa, w razie czego...
Nie znam się na religii, zwłaszcza katolickiej. I wcale nie chcę tego stanu zmieniać. Nie czuję takiej potrzeby.
Wierzę czy nie, mam jednak jakieś poglądy dotyczące tego tematu. Są to moje poglądy i nie muszą być ani słuszne, ani mądre.
Słyszałam ostatnio wypowiedź kobiety, lekarki,która nie była w stanie pomóc swojej ciężko chorej córce. Kobieta powiedziała: może byłam za mało religijna?
Jak można być za mało religijnym? W jaki sposób można starać się być bardziej religijnym? Bardziej wierzącym? Na siłę? Czy to będzie szczere i uczciwe?
I czemu, czy komu by to miało służyć? Przecież chyba Bóg nie wymaga takiego fałszu.
A w tym konkretnym przypadku byłyby to bardzo egoistyczne starania. Jeżeli będę bardziej wierzyć, uratuję swoje dziecko. Coś za coś?
Czy jest w ogóle jakaś miara religijności czy wiary? Kiedy jest zbyt mała? I jakie konsekwencje będziemy musieli ponieść?
Jak można zmierzyć i ocenić tak delikatną materię?!
W przypadku tej kobiety nie zdarzył się cud. Dlaczego?
Cuda są wybiórcze?
Tysiące ludzi modli się o cud uzdrowienia.
Jeden z nich zostaje uzdrowiony. Cud. Staje się to najczęściej za wstawiennictwem jakiegoś świętego lub kandydata na świętego.
Dlaczego wstawił się właśnie za tym człowiekiem? Tylko za tym jednym?
I dlaczego Bóg potrzebuje takiego wstawiennictwa?
A może to jest po prostu przypadek? Ale czy to możliwe, aby coś tak wspaniałego jak cud było dziełem przypadku?
Czy w takim razie ktoś śmiertelnie chory wyzdrowiałby nawet wtedy gdyby nie szukał pomocy u sił wyższych?
Wyzdrowienie niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia jest cudem.
Ale czy my wiemy już wszystko o chorobach?
Tak jak chorują komórki naszego organizmu zaatakowane przez nowotwory, tak samo komórki rakowe, w niezmiernie rzadkich przypadkach też mogą zachorować. Mogą mieć jakąś wadę, której nie znamy, i po prostu giną. Przestają się rozwijać.
Może tak być? Może.
To jak to w końcu jest z tymi cudami?
Dlaczego nie może być tak jak w moim ulubionym filmie "Zielona mila"?
Nie wiem. Ale ja w ogóle mało wiem...
Jednak analizowanie, badanie cudu przez specjalne bardzo poważne komisje wydaje mi się nieco niepoważne. I chyba niepotrzebne.
Jeżeli zdarzył się cud, należy się z tego cieszyć. Po co sprawdzać, analizować, opisywać, przesłuchiwać świadków? Po co?
Nawet jeżeli jakiś święty człowiek przyczynił się do tego cudu, to wydaje mi się nie po to, żeby mieć z tego jakieś korzyści, choćby w postaci kanonizacji.
Mimo wszystko jednak wierzę w cuda. W coś trzeba przecież wierzyć...