
Poczułam nagle, niemal namacalnie upływający nieubłaganie czas.
Wydaje mi się, że ostatnio mknie z zawrotną prędkością i porywa mnie ze sobą. Boję się, że nie zdążę nacieszyć się światem, jego nieopisanym pięknem. Tyle jest we mnie miłości a boję się, że nie zdążę już nią obdarzyć wszystkich i wszystkiego co jest jej warte. Tylu miejsc cudownych na świecie jeszcze nie widziałam i chyba już nie zobaczę. I tak mi ogromnie żal.
Jeszcze nie tak dawno całe życie było przede mną. Gdzie się podziało? Tak szybko przemierzyłam wszystkie jego kręte ścieżki? Wszystkie ukochane miejsca przestały istnieć, odeszły w przeszłość porwane przez czas. Tak bardzo chciałabym tam wrócić choć na chwilę. Spotkać ludzi, dzięki którym pokochałam świat i życie. Chciałabym im za to podziękować. Ale już nie mogę. Dlaczego nie można zatrzymać na zawsze wszystkich szczęśliwych chwil. Umykają tak szybko i bezpowrotnie.
Nie ma już domu moich dziadków w Milowicach. Na jego miejscu rośnie trawa. Nie ma drogi, którą chodziliśmy na cmentarz na Piaskach w Czeladzi. Nie ma już mojego dziadka ani ojca. Pozostali tylko na starej fotografii zrobionej właśnie na tej drodze. Ja stoję między nimi uśmiechnięta, szczęśliwa i przekonana, że ta droga, ten piękny radosny dzień nigdy nie przeminie. W tamtych czasach, czasach dzieciństwa czas biegł inaczej, wolniej. Przemijanie nie istniało. Żyło się dniem dzisiejszym. Innych dni nie było. A to, że najbliższych może kiedyś zabraknąć było poza zasięgiem naszej dziecięcej wyobraźni.
To, że ja kiedyś przeminę jest w tej chwili również poza zasięgiem mojej wyobraźni. Coraz częściej jednak o tym myślę. Bo jeżeli ta niewyobrażalna przyszłość nadeszła, to przyjdzie również i to. Nastanie kiedyś taki dzień, w którym przyjdzie nam się zmierzyć z najtrudniejszym zadaniem jakie nas czeka. Boję się.....
To jest właśnie to zdjęcie, o którym wspomniałam... ( jednak stoję z boku, a przecież w pamięci mam zakodowane, że stoję w środku. A może było jeszcze jedno zdjęcie? A może to pamięć płata figle...)